Czas na Pierwsze Wrażenia – zima za oknem szaleje (czy ja coś wcześniej nie wspominałam, że aura nie pasuje do pory roku? :P), to i nie ma nic lepszego jak szklaneczka gorącej herbatki i chwila wytchnienia przed ekranem monitora ^^
Dzisiaj załatwimy 4 tytuły: Cuticle Tantei Inaba, Maoyuu Maou Yuusha, Amnesia oraz Ore no Kanojo to Osananajimi ga Shuraba Sugiru. Niestety póki co wypadły trochę poniżej oczekiwań, ale zobaczymy jak to się rozwinie. Ogólnie zakładam, że pojawią się jeszcze 2 notki do tego sezonu. Jedna o kolejnych ~4 seriach oraz jedna o rozmnażających się ostatnio niczym króliki anime 5-minutowych ;)
Cuticle Tantei Inaba – Odcinek 01
Opis: Prywatny Detektyw Hiroshi Inaba to sztucznie stworzona istota poprzez skrzyżowanie genów człowieka i wilka, potrafiąca zdobywać informacje smakując ludzkie włosy… ogólnie można stwierdzić, że włosy to jego fetysz. Potrafi też zmienić się w bardziej wilko-podobną formę oraz zdobywać inne specjalne umiejętności w zależności od koloru jedzonych przez niego włosów. Kiedyś zatrudniony przez policję, teraz ma własne biuro detektywistyczne, które prowadzi z pomocą sadystycznego sekretarza Yuuty, bawiącego się w cross-dressing (często brany jest za dziewczynę) oraz Keia – “względnie” normalnego nastolatka pracującego tam na pół-etatu. Ogino, policjant będący kiedyś partnerem Hiroshiego, też często wpada, przy okazji pomagając w rozwiązywaniu kolejnych spraw. Głównym wrogiem naszego bohatera jest Don Valentino, kierujący wszystkim z ukrycia mroczny kozioł smakujący (dosłownie) w pieniądzach oraz różnorodna i całkowicie porąbana grupa ślepo oddanych mu siepaczy, wliczając w to np. samuraja-gentlemana Laurence’a, noszącego cały czas na głowie wielki worek!
Opinia: Na pierwszy ogień idzie seria, która stara się być komedią – w tym jednak właśnie tkwi jej problem, otóż stara się aż za bardzo. Przez te wszystkie lata pewnie zdążyliście zauważyć, że bardzo lubię abstrakcyjny i zwariowany humor. Tym coś bardziej nierealne i bardziej walnięte, tym ubaw mam większy :D Nagle jednak pojawia się Inaba – niby łączył w sobie wszystkie elementy humoru sytuacyjnego, którego tak kocham, ale nie wykrzesał ze mnie praktycznie żadnej reakcji. Powiedzieć, że jestem zawiedziona to mało. Jestem wręcz wkurzona, bo dawno nie miałam tak silnego poczucia zmarnowanego czasu :( Co najważniejsze – odcinkowi (i pewnie całej serii) brakuje stabilnej podpory fabularnej. Taka Gintama, SKET Dance, Binbougami ga! – mimo chorych konceptów (:D), ciągle były oparte na jakimś pomyśle, epizod miał myśl przewodnią, tutaj zaś dostajemy milion dowcipów na minutę (bohaterowie przekrzykują się do stanów niepojmowania co się w ogóle dzieje), które nie wiadomo skąd się biorą, a zanim je załapiemy, zdąży nas ominąć kolejne 10 sytuacji ;P Postacie też nie ratują złego stanu rzeczy – wrzucono do miksu kilka zabawnych stereotypów (mamy słodkiego cross-dressera, nadopiekuńczego ojca, action-girl z wielkim biustem, etc.), ale przy wielkim miszmaszu nie jest się w stanie ich docenić. Sam detektywistyczny akcent praktycznie nie istnieje, więc bynajmniej fani kryminałów nie mają tu czego szukać. Sytuację trochę ratuje grafika, bo jest całkiem ok. Dostajemy też ogromną ilość scen w chibi, które wyglądały sympatycznie i słodko. Podsumowując – największym problemem tego anime jest brak powagi. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, to właśnie dobry balans pomiędzy fabułą, elementami spokojniejszymi, wyciszeniem, a komedią w jej najbardziej ekstremalnych formach wywołuje u mnie największą radochę – kiedy zaś całe 25 minut jesteśmy atakowani czymś co z założenia ma nas śmieszyć, a wychodzi mu to marnie, jedyne co odczuwa widz to niepojęte zmęczenie.
Wstępna ocena: 3
Maoyuu Maou Yuusha – Odcinek 01
Opis: Po długiej i niebezpiecznej podróży nasz Bohater w końcu przybywa do zamku Mrocznej Pani, jednak nie spodziewa się, że na miejscu, zamiast walki na śmierć i życie, spotka właścicielkę twierdzy proszącą go o pomoc. Bohater tłumaczy, iż wojna, którą rozpoczęły z ludźmi demony, pochłonęła tysiące istnień, a wiele więcej skazała na nawet gorsze cierpienia. Królowa jednak odpiera te zarzuty. Twierdzi, że konflikt ten był dziełem ludzi, sposobem rozkręcenia gospodarki, polepszenia więzi społecznych, czy zwiększenia populacji i posiada na to prawdziwe dowody. Co więcej wyjaśnia, iż zakończenie walk poskutkuje wojną domową, która doprowadzi do jeszcze większego rozlewu krwi. Bohater, przekonany, że jedynym sposobem sprowadzenia na świat pokoju jest współpraca z Mroczną Panią, zgadza się pomóc w realizacji jej planów!
Opinia: Po zapowiedziach był to jeden z moich kandydatów na hit sezonu, jak to jednak wygląda po pierwszym odcinku? Nadziei nie straciłam, ale nie da się zaprzeczyć, że Maoyuu Maou Yuusha zaliczyło bardzo wolny start, co na pewno nie wszystkim przypadło do gustu. Powyższy opis jest dokładnym odzwierciedleniem fabuły odcinka – całe to tłumaczenie kto, jak, z kim i dlaczego zajęło 25 minut i przytłoczyło tyloma informacjami na raz, że ja już po połowie zaczęłam się wyłączać ;P Tak, oczywiście można stwierdzić, że “to seria dla inteligentnych widzów”, ale prędzej skłaniałabym się raczej ku opcji słabego pisania. Epizod jest na wskroś przegadany i w mojej opinii lepszym wyjściem byłoby podawanie takich danych à propos calutkiego settingu w mniejszych dawkach, niż wrzucenie wszystkiego od razu, ale niech już im będzie (dobrym posunięciem było jednak dodanie tu i ówdzie akcentów komediowych na rozładowanie atmosfery ciężkich tematów) – skoro mamy to za sobą, liczę już teraz na fajne rozwinięcie fabuły właściwej ^^ Ogromnie podoba mi się muzyczny motyw przewodni serii – można go było usłyszeć w trailerze, w odcinku zaś pojawia się w ślicznej wersji na pianino :) Grafika to mocna strona Maoyu. Te “malowane” tła, którymi się tak zachwycałam, “na żywo” (tzn. w wersji 720p. a nie słabym jakościowo PV :D) wyglądają jeszcze ładniej! Definitywnie jest to coś nowego i interesującego (inny rodzaj farbo-podobnego efektu niż np. w Jinrui wa Suitai Shimashita). Trochę irytował fanservice – niby nie ma tego dużo, ale jakoś ta seria naprawdę obyłaby się bez niego. Bardzo fajnie za to dobrano seiyuu ^^ Nie przeczę, że absolutnie uwielbiam Juna Fukuyame (a i nie brakuje tu innych znanych nazwisk), ale tutaj nawet nie chodzi o moje preferencje – potrafi on bardzo fajnie grać często zażenowanych, czy przesadnie reagujących na wszystko bohaterów, a właśnie na takiego wygląda mi Yuusha (jap. yuusha = bohater; nie ma to jak inwencja twórcza xP). Ogólnie początek MMY, pomijając stronę techniczną, można określić jako “głowy nie urywa”, ale liczę, że tytuł się rozkręci ^^
Wstępna ocena: 6+
Amnesia – Odcinek 01
Opis: Pierwszego kwietnia nasza bohaterka budzi się i odkrywa, że nie może sobie nic przypomnieć. Nagle pojawia się przed nią tajemniczy chłopiec – przedstawia się jako “duszek” o imieniu Orion. Okazuje się, że to on jest przyczyną jej utraty pamięci, jednak obiecuje zrobić wszystko co w jego mocy, by pomóc dziewczynie odzyskać wspomnienia. Jedyną metodą jest kontynuowanie normalnego życia, zaś interakcje ze znajomymi pozwolą odbudować zerwane więzi i przywrócą jej pamięć… wszystko jednak musi się odbyć bez wiedzy zainteresowanych. Bohaterka postanawia zmierzyć się z problemem nowej pracy, czy przyjaciół, których nie pamięta, przy okazji starając się nie zdradzić swojego sekretu.
Opinia: Jeszcze nie widziałam adaptacji otome, która stwarzałaby aż tak mocno visial-novelkową atmosferę. Tytuł ten dosłownie oddaje całą otoczkę gry – można nawet zgadywać, w których miejscach były wybory ;P Dorzućmy do tego przeżywanie z bohaterką jej “normalnego dnia”, łącznie z pobudką rano, wizytą w pracy, dziejącymi się tam eventami oraz powrotem do domu (z kolejnymi wydarzeniami), czy Oriona będącego niczym przewodnik podczas rozgrywki – komentujący poszczególnych bohaterów, czy sytuacje. Takie anime, a niby jednak nie anime ;) Musze przyznać, że póki co nie potrafię stwierdzić, czy wychodzi to Amnesii na dobre, czy na złe, bo skupiłam się na ultra-irytującej głównej bohaterce >__< Jak to z symulatorami randkowymi bywa, jest ona niczym porcelanowa laleczka – niezdarna, krucha i bez charakteru – ja rozumiem, że jej miejsce normalnie zajmuje gracz, no ale proszę! To taki problem wymyślić chociaż raz postać, z którą fan romansów może sympatyzować (bisze to nie wszystko – jak już mam kogoś shippować, to fajnie lubić też ją, a nie tylko jego ;P)? Co im daje tworzenie tak bezpłciowych i nudnych bohaterów? Chyba nigdy nie zrozumiem. Zostawiając jednak to utrapienie w spokoju, trzeba powiedzieć o ładnej grafice :) Znajdziemy tu przyjemne kolorki, ciekawe (i dość abstrakcyjne :]) projekty ubrań i prześliczne oczyska! Te tęczowe tęczówki rządzą *___* Panowie, jak to panowie – prezentują kolejne odpowiedniki poszczególnych stereotypów (miły-słodki, wredny-emo, ekscentryczny-inteligentny [this one for me ;P] i tajemniczy-kobieciarz). Opening wypada nieźle muzycznie, ale animacja jest bardzo biedna. Wśród seiyuu w większości popularne nazwiska jak choćby Akira Ishida, czy Tetsuya Kakihara. Amnesia to takie niby nic a jednak coś – oglądać będę, ale szału nie ma… jeżeli oczywiście wcześniej mnie coś nie trafi przy jąkaniu, mruczeniu i innym jęczeniu serwowanym nam przez bezimienną bohaterkę xP
Wstępna opinia: 5+
Ore no Kanojo to Osananajimi ga Shuraba Sugiru – Odcinek 01
Opis: Eita zaczyna liceum, zaś jego celem jest dostanie się na Państwowy Uniwersytet Medyczny. Z powodu tychże planów życiowych oraz rozwodu rodziców chłopaka, postanawia on unikać czegokolwiek związanego z romansami, związkami itd. Pewnego dnia, Masuzu, srebrno-włosa, szkolna piękność, która właśnie powróciła do kraju, wkracza w jego życie w najbardziej nieoczekiwany sposób z możliwych – wyznaje mu miłość! Chiwa, przyjaciółka z dzieciństwa naszego bohatera, nie da sobie odebrać Eity bez walki!
Opinia: Śmierdzi na kilometr podobieństwem do Chuunibyou ;P Nie powiem dlaczego, żeby nie spoilerować, ale pewien motyw od razu się skojarzy. OreShura, ochrzczona przez naszą blogersko-twitterową gromadkę Ore Szurabura, zaciekawiła mnie na etapie zapowiedzi swoim inteligentnym bohaterem – ostatnimi czasy królowały bezmyślne ciołki, to i skok w stronę kogoś ogarniętego definitywnie jest dobrym posunięciem, co jednak można powiedzieć o całym anime? Na pewno to, że przy bliższym spotkaniu z openingiem można nabawić się cukrzycy! Tak słodziaśnej animacji i utworku dawno nie doświadczyłam… i chyba nie chcę więcej doświadczać ;D Wróćmy jednak do fabuły – szkolny setting i gatunek RomCom. Na razie dostajemy dość pospolity trójkącik romantyczny – z jednej strony przyjaciółka z dzieciństwa, z drugiej (zazwyczaj bardzo przeze mnie lubiany) związek from hate to love. Póki co uważam obie panie za irytujące, jednak z drobnym faworyzowaniem tej drugiej opcji. Ogólnie odcinek miejscami się ciągnął, a to, że w sumie nie jest niczym odkrywczym (po za bohaterem nienawidzącym “tego całego miłosnego syfu”) bynajmniej nie działa na jego korzyść. Ot, taki średniaczek. Plakat zaś nie nastawia mnie na świetlaną przyszłość, bo fanką haremówek nie jestem, a te 4 panie lepiące się do Eity wskazują właśnie na takie rozegranie sytuacji. Grafika za to mi się podobała – w przeciwieństwie do wypalającego oczy openingu, kolory w samym odcinku są stonowane, zaś krawędzie miękkie i delikatne. Lubię ten styl rysowania ^^ W każdym razie na chwilę obecną leci do on-hold, a po zakończeniu zobaczę, czy mam ochotę to maratonować, czy nie.
Wstępna opinia: 6
Cheers! :*
Filed under: Anime, Pierwsze Wrażenie Tagged: 2013, Amnesia, Anime, Cuticle Detective Inaba, Cuticle Tantei Inaba, Maoyu, Maoyuu Maou Yuusha, odcinek, opis, Ore no Kanojo to Osananajimi ga Shuraba Sugiru, OreShura, Pierwsze Wrażenie, zima
