Trzecia i zarazem ostatnia notka z Pierwszymi Wrażeniami tego sezonu.
Czy mam jakieś słowa podsumowania? Hmmm, myślę, że “przeciętność” dobrze oddaje naturę tegorocznej zimy. Ot, nie ma może serii złych ponad miarę, ale nic też szczególnie się nie wybija. Szkoda trochę, ale jak widać na prawdziwe hity przyjdzie nam czekać do wiosny. Tymczasem do wyboru mamy wypróbować na własnej skórze kilka z tym “niezłych” tytułów, szczególnie że ciągle istnieje prawdopodobieństwo rozwinięcia przez nich skrzydeł jeśli tylko dać im szansę lub też zabrać się za nadrabianie dawnych zaległości :)
Co więc zostawiłam na koniec? Przed nami Mondaiji-tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo?, GJ-bu, Vividred Operation oraz drugi sezon Chihayafuru.
Mondaiji-tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo? - Odcinek 01
Opis: Izayoi Sakamaki, Asuka Kudou i You Kasugabe posiadają niesamowite moce psychiczne, a w normalnym świecie przygniata ich niepojęta nuda. Pewnego dnia każdy z nich otrzymuje tajemniczą kopertę – kiedy ją otwierają, ich oczom ukazuje się sceneria nieznanej rzeczywistości, coś przerastającego ich najśmielsze wyobrażenia! Okazuje się, że zostali oni przyzwani do innego świata przez Czarnego Królika, by pomóc stowarzyszeniu “No Name” obalić Demonicznego Króla.
Opinia: Coś dla fanów Dog Days ^^ Przez calutki odcinek nie mogłam się pozbyć uczucia, że oglądam jakiś spin-off DD. Jaskrawe kolorki, słodziutki i barwny design postaci oraz ogólny sposób przedstawienia – wszystko wygląda bardzo podobnie, a i mamy tu wielki plus w postaci braku fanservice’u. Podskakujący raz za czas biust Pani Królik można zignorować ;) Mówiąc w skrócie sprezentowano nam kolejną lekką opowieść o podróży do innego świata przez nastolatków posiadających moce nadprzyrodzone. Pierwszy odcinek oglądałoby się bardzo sympatycznie, gdyby nie wada na jaką cierpi większość produkcji z tego sezonu – zawalenie widza sporą ilością informacji. Nie wiem czy ja byłam taka odłączona w dzień kiedy go oglądałam, ale naprawdę ciężko było mi ogarnąć o co dokładnie chodzi z tymi ich grami, wyzwaniami, zasadami i resztą skomplikowanego gadania. Liczę jednak, że w tym przypadku faktycznie tym dalej w las, tym więcej akcji się pojawi (w przeciwieństwie do Mayou, które postanowiło w drugim epizodzie wytłumaczyć mi trójpolówkę ;P) – zresztą widać to już po ostatnich minutach. Mam też nadzieję, że to czego ewentualnie nie zrozumiałam w teorii, wyjaśni się potem w praktyce ^^ Postacie póki co wyglądają interesująco. Oczywiście, że najbardziej spodobał mi się ciut narcystyczny Izayoi, jeśli zaś chodzi o moce, to You i jej rozmawianie ze zwierzętami rządzi :) Warto też wspomnieć o wpadającym w ucho openingu (“Black † White” Iori Nomizu), który wystąpił tym razem w roli endingu. Mondaji zaserwowało nam zapoznanie się z bohaterami oraz wprowadzenie do historii – teraz tylko czekam na główną intrygę. Definitywnie będę oglądać dalej :)
Wstępna ocena: -7
GJ-bu – Odcinek 01
Opis: Anime na podstawie serii light novelek w klimacie moe – GJ-bu, zwanymi “pierwszą 4-panelową novelką”, jako że każda opowieść liczy sobie, razem z ilustracjami, dokładnie cztery strony. Tytuł przedstawia wiele krótkich historyjek “z życia” klubu GJ.
Opinia: Anime z serii “o niczym” :P Odcinek składa się z kilku osobnych sytuacji mających miejsce w pokoju klubu GJ, w skład którego wchodzi jeden dość rozsądny chłopak oraz cztery, na swój sposób zakręcone (stereotypy pełną gębą: “niby miła, ale trochę straszna”, “mała i wrzeszcząca”, “mądra acz nieobyta życiowo” oraz pasująca tam jak pięść do nosa “kocioucha” ;P), przedstawicielki płci pięknej. Z reguły lubię takie niezobowiązujące tytuły, a najlepszym tego dowodem jest moje rozpływanie się przy Acchi Kocchi, ale tym razem coś nie kliknęło. Przedstawione tu, w ogromnej mierze bazujące na postaciach, poczucie humoru jakoś do mnie nie trafiło, a po za tym elementem GJ-bu nie ma za bardzo nic więcej do zaoferowania. To prawda, kreska jest przyjazna dla oka, tak samo projekt bohaterów, jednak brak określonej fabuły połączony z zerowym sukcesem rozbawienia widza (czytaj: mnie :]) dyskwalifikuje tą serię już w przedbiegach. Ja się nudziłam… jednakże, wbrew pozorom, tytuł ten zbiera nie najgorsze opinie.
Wstępna ocena: 5
Vividred Operation - Odcinek 01
Opis: Futurystyczna opowieść o czasach, kiedy to dzięki wynalezieniu specjalnego silnika “Expression Engine” zażegnano kryzys energetyczny, a na świecie wreszcie nastał pokój. Kiedy niespodziewanie planecie zaczynają zagrażać siły zbrojne obcych, młoda dziewczyna zwana Akane Isshiki, przywdziewając specjalny kombinezon, wyrusza by ocalić Ziemię.
Opinia: Całkiem całkiem, gdyby nie momentami nachalny fanservice. Nie ma go w odcinku jakoś okropnie dużo, ale jak już się pojawia, to jest taki dość… dosadny <ech> Pomijając jednak tą kwestię, ogólny koncept jest dość ciekawą wariacją na temat gatunku magicial girls. Tym razem w roli maskotki występuje dziadek bohaterki, który z powodu dziwnego eksperymentu zamienia się ciałem z pluszową łasicą, a rzeczona “magiczność” z nazwy mahou shoujo w tym wypadku opiera się nie tyle na magii, co na technologii (choć widowiskowej animacji przemiany oczywiście zabraknąć nie mogło). Na pochwałę zasługuje ładna kreska z użytymi tu i tam soczystymi kolorami (np. włosy głównej bohaterki robią fajny kontrast z otoczeniem), czy naprawdę dobrze zrobione tła. Muzyka nie przyciąga uwagi – nie jestem nawet w stanie stwierdzić, czy coś tam przygrywało w trakcie odcinka. Wróćmy jednak jeszcze na moment do postaci – nasza Akane to typowa energiczna optymistka, która w sumie nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród miliona takich tworów – no może oprócz tego jej lęku wysokości. Ma ona niebiesko-włosą przyjaciółkę (musiał być kontrast włosów ;D), żeby pokazać, iż przyjaźń jest najważniejsza. Będąc dzieckiem przeżyła coś dziwnego, no i nie ma ojca – jakąś tragedię trzeba zawsze dorzucić. Kosmici aka mięso armatnie jak zwykle pojawiają się znikąd, by reszta serii mogła oddać się graficznym wodotryskom walk oraz zbieraniu kolejnych sojuszniczek z pozostałymi kolorami strojów. Cóż, może faktycznie brzmię trochę zbyt zgryźliwie, ale postanowiłam trochę dowalić VO. Jest serią, która brzmi na coś, co fajnie by się oglądało w celu odmóżdżenia po gorszym dniu, w tym jednak problem, że po pierwszym odcinku absolutnie nie obchodzi mnie co się stanie z tymi hiperaktywnymi loli, a gdy pojawia się kłopot słabych bohaterów w tytule głównie na nich opartym, jakoś ochota do oglądania szybko przechodzi.
Wstępna ocena: 6
Chihayafuru 2 - Odcinek 01
Opis: Drugi sezon “Chihayafuru”. Chihaya to beztroska chłopczyca, która nie ma jakichś wybijających się ponad przeciętną talentów. Jej marzenie od zawsze było skupione na siostrze pragnącej być modelką – z całego serca życzyła jej, by spełniła swoje zamiary i została największą pięknością Japonii, a nawet całego świata. Jednak pewnego dnia zaprzyjaźnia się z nowym chłopcem z klasy, który mówi jej, że marzenie nie jest czymś co powinno dotyczyć kogoś innego, a raczej odnosić się do nas samych – być czymś co będziemy chcieli ze wszystkich sił osiągnąć. Wtedy też Chihaya odkrywa w sobie pasję do starej, japońskiej gry, “hyakunin ishhu”, zwanej też “karutą”.
Opinia: Absolutnie najlepszy tytuł zimy zostawiłam sobie na koniec – po nadrobieniu pierwszej serii dość szybko do mnie dotarło, że mało co z listy zapowiedzi będzie w stanie zdetronizować Chihayafuru, a pilot nowego sezonu tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu! Szczerze mówiąc najmocniejszą kartą Chihayi 2 jest absolutny brak zmian w stosunku do tego co mieliśmy już okazje oglądać wcześniej. O to jednak w tym wszystkim chodziło – widzowie, którzy tak jak ja, zakochali się w tym tytule, po prostu chcieli dostać więcej tego co tak dobrze znają ^^ Więcej ulubionych postaci (które mają świetny chara-development i tak, patrzę tu na Taichiego :)), więcej turniejów, więcej karuty, więcej komedii, więcej napięcia! Coś jednak nowego ma do zaoferowania dwójeczka, otóż już na samym początku przedstawiono nam nową postać – Sumire. Dziewczyna trochę irytuje, ale z drugiej strony kogoś takiego jeszcze w obsadzie nie było ;) Jej obecność może popchnie też trochę do przodu wątek romantyczny (TaichixChihaya for life XD), Ci jednak z was, którzy jeszcze nie zapoznali się z oryginałem, niech nie dadzą się zwieść – Chihayafuru to w żadnym razie nie jest romansidło. Tak, historia miłosna odgrywa tu swoją rolę, jednak właśnie to główne skupienie się anime na karucie, poszczególnych poematach czy turniejach, sprawia iż jest ono do tego stopnia wciągające. Mogę powiedzieć jedno: zanim nie obejrzałam Chihayi nie sądziłam, że gra karciana może być tak niesamowicie ekscytująca! :D Grafikę jak zwykle utrzymano na wysokim poziomie, można się tego jednak było spodziewać po studiu Madhouse. Opening znów dostarcza zespół 99RadioService, który jest tu jedynym słusznym wyborem – już w pierwszej serii genialnie wpasowali się w klimat. Na koniec tylko dodam, że nie mogę się już doczekać kolejnego odcinka, a oglądanie tego tytułu tydzień w tydzień będzie dla mnie torturą ;)
Wstępna ocena: 9
Cheers! :*
Filed under: Anime, Pierwsze Wrażenie Tagged: 2, 2013, Anime, Chihayafuru, GJ-bu, Mondaiji-tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo?, odcinek, opis, Pierwsze Wrażenie, Vividred Operation, zima
