Nowy sezon już powoli się rozkręca~! Na razie mam 2 pierwsze odcinki za sobą – obu udało się zrobić na mnie dobre wrażenie, co definitywnie jest niezłym znakiem :) O tym jednak porozmawiamy przy następnym spotkaniu, tym razem zaś skupmy się na podsumowaniu kilku z ostatnio zakończonych serii. Po to też stworzyłam nową kategorię “Kalejdoskop” – tak jak kojarzy się on z mieszanką kształtów i kolorów, tak i w tej serii notek będą krótkie recenzje-podsumowania różnorakich, obejrzanych przeze mnie w niedawnym czasie tytułów. Niestety nie mam teraz czasu na pełne Posłowia, a żal pozwolić pewnym anime przejść bez echa, toteż na chwilę obecną teksty muszą przyjąć taką, skróconą, formę.
Tym razem zajmiemy się: Amnesia, Mondaiji-tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo?, Zetsuen no Tempest, Hakkenden: Touhou Hakken Ibun, Psycho-Pass oraz Magi.
Tytuł: Amnesia
Ilość odcinków: 12
Opis: Pierwszego kwietnia nasza bohaterka budzi się i odkrywa, że nie może sobie nic przypomnieć. Nagle pojawia się przed nią tajemniczy chłopiec – przedstawia się jako “duszek” o imieniu Orion. Okazuje się, że to on jest przyczyną jej utraty pamięci, jednak obiecuje zrobić wszystko co w jego mocy, by pomóc dziewczynie odzyskać wspomnienia. Jedyną metodą jest kontynuowanie normalnego życia, zaś interakcje ze znajomymi pozwolą odbudować zerwane więzi i przywrócą jej pamięć… wszystko jednak musi się odbyć bez wiedzy zainteresowanych. Bohaterka postanawia zmierzyć się z problemem nowej pracy, czy przyjaciół, których nie pamięta, przy okazji starając się nie zdradzić swojego sekretu.
Opinia: Amnesia, jak to ekranizacja gry otome, nie wybiła się niestety ponad przeciętność. Ogromnie ślamazarna “akcja”, czy główna bohaterka wzbudzająca myśli sadystyczne dosłownie całym swoim jestestwem (od ponadprzeciętnej głupoty po głosik mdlejącej od samego oddychania cnotki) to dostateczne powody, by zarzucić przygody z tym anime już po pierwszym/kilku (dla ludzi z wyższą tolerancją ;P) odcinkach. Jeśli jednak nauczymy się ignorować tępą panienkę i skupimy na przyjemnie zakręconej historii, da się uznać przygodę z Amnesią za jakąś formę dobrej zabawy – podkreślam jednak: “jakąś” ;] Bardzo ciekawym zamysłem jest podział fabuły na ścieżki – każdy z 5 panów dostaje swoje [mniej więcej] 2 epizody, które pokrywają jego wątek. Świetny zabieg, bo pozwala fanom gry zobaczyć swoją ukochaną wariację opowieści, nie zaś jak to mają scenarzyści w zwyczaju, sprezentować nam otwarte zakończenie i zero postępu w kwestii romansu, co przecież powinno być jednym z ważniejszych elementów ekranizacji dating-sima. Nie mogę tu jednak nie ponarzekać na to, że Kent, będący moim ulubieńcem, dostał tylko 1 ep (mam nieodparte wrażenie, iż ta postać jest zbyt inteligentna jak na tą serię ;D), a jakiś dziwny blond yandere aż 2,5. Na korzyść Amnesii działa też bardzo ładna kreska. Tęczowe tęczówki (xD) bohaterów wyglądają świetnie, a i całość jest przyjemnie narysowana. Trochę można się czepiać strojów naszych Panów, bo są ekstrawaganckie nawet jak na standardy anime, ale z drugiej strony to przecież “fikcja literacka”, więc przymknięcie oka na taki detal nie powinno być znów takie trudne. Muzycznie ciężko powiedzieć coś ponad “opening ‘Zoetrope’ jest całkiem sympatyczny” (zresztą tak samo jak i jego instrumentalna wersja przygrywająca w ostatnim odcinku ^^). Ogólnie obejrzeć można, ale gruszek na wierzbie nie oczekujcie. To krok w dobrą stronę, jeśli chodzi o “ekranizacje otome”, ale wciąż mu daleko do ideału.
Ocena po PW: 5+
Ocena końcowa: 5
Tytuł: Mondaiji-tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo?
Ilość odcinków: 10
Opis: Izayoi Sakamaki, Asuka Kudou i You Kasugabe posiadają niesamowite moce psychiczne, a w normalnym świecie przygniata ich niepojęta nuda. Pewnego dnia każdy z nich otrzymuje tajemniczą kopertę – kiedy ją otwierają, ich oczom ukazuje się sceneria nieznanej rzeczywistości, coś przerastającego ich najśmielsze wyobrażenia! Okazuje się, że zostali oni przyzwani do innego świata przez Czarnego Królika, by pomóc stowarzyszeniu “No Name” obalić Demonicznego Króla.
Opinia: Z Mondaiji jest ten problem, że tak naprawdę nie wiadomo co ta seria chce pokazać. O ile jeszcze w pierwszym odcinku da się zignorować ilość tekstu przewyższającą Mount Everest, tłumaczącą jakieś zawiłe zasady gier magicznych, tak tworzenie calutkiego tytułu wedle tej modły, to już jak dla mnie za wiele. Grafika jest naprawdę bardzo ładna! Od razu kojarzy się z równie barwnym Dog Days, zaś animacje naprawdę robią wrażenie. Podczas walk, czy innych magicznych wyzwań, których podejmują się nasi bohaterowie, dynamizm aż wylewa się z ekranu, co jednak z tego, jeśli w sumie widz ma problem ogarnąć po co to wszystko? Przypuszczam, iż forma novelki dużo lepiej służy Mondaiji [jako że w książce jest miejsce na odpowiednie opisy i czas by je przetrawić], bo anime mogło ją ciut zaszlachtować (coś jak z SAO, gdzie ja, jako czytelnik, bawiłam się przednio, zaś nie-czytacze narzekali na tempo, dziury fabularne, etc.). Pomijając jednak skomplikowane zasady działania świata, w którym znaleźli się Izayoi, Asuka i You, fabuła jest nawet ciekawa. Walka o odzyskanie dawnej chwały (pewnej organizacji), to motyw zawsze ciekawy, byle tylko go dobrze poprowadzić. Same postacie nie są zbyt dokładnie przedstawione – liźnięto historię każdego z nich w sposób pozostawiający więcej dziur niż dający wyjaśnień. Blondyn wydał się najbardziej interesujący, ale to już moja czysto kobieca opinia, która naturalnie skupia się bardziej na bohaterach niż bohaterkach :) Podkreślam – nie jest to tytuł zły, jednak jak na moje gusta, łatwo się w nim zagubić, a przez to stracić radość z oglądania. Oczywiście nie postuluje tu o produkowanie samych bezmyślnych jatek, ale jeśli już robi się coś bardziej skomplikowanego, to pierwszym krokiem powinno być postaranie się, by odbiór owego tytułu był w miarę łatwy. Zatrzymywanie odcinka co minutę, żeby jeszcze raz przeczytać o co chodzi postaciom, bynajmniej sympatii u widza nie wywołuje.
Ocena po PW: -7
Ocena końcowa: -6
Tytuł: Zetsuen no Tempest
Ilość odcinków: 24
Opis: Historia obraca się wokół dwójki przyjaciół: Mahiro Fuwy – jego rodzina została rok wcześniej zamordowana w tajemniczych okolicznościach oraz Yoshino Takigawy. Pewnego dnia z Mahiro kontaktuje się niejaka Hakase Kusaribe, przywódczyni klanu Kusaribe, którą jej zwolennicy, zdaną tylko na swoje siły, porzucili na opuszczonej wyspie. Chłopak zgadza się pomóc dziewczynie, jeśli ta w zamian wesprze go w poszukiwaniach zabójcy jego siostry. Kiedy Yoshino dowiaduje się co chce zrobić jego przyjaciel, postanawia się przyłączyć i razem z nim wystąpić przeciwko klanowi Kusaribe planującemu obudzić “Drzewo Exodusu”, którego moc może doprowadzić świat do zagłady.
Kilka dialogów, czy elementów fabularnych w Zetsuen no Tempest jest niczym hołd dla dzieł Williama Shakespeare’a.
Opinia: Pamiętam jeszcze jak zachwycałam się pierwszym odcinkiem Zetsuena, jednak szybko porzuciłam co tygodniowe oglądanie, na rzecz maratonu po zakończeniu serii. Na szczęście okazało się to dobrym wyborem ^^ Anime to obraca się wokół motywu zemsty oraz okolicznościach śmierci tajemniczej Aiki – siostry głównego bohatera. Z tej też przyczyny, pierwsza połowa jest pełna nawiązań do sztandarowej sztuki o zemście – “Hamleta”. Nastrój mamy mroczny, nawet można powiedzieć, lekko depresyjny. Druga część (odcinki 13+) to natomiast ogromny przeskok w klimat bardziej zabawny (trollujący humor) oraz trochę mniej przygnębiający – stąd też odwołania do “Burzy” (kolejnej tragedii Shakespeare’a, jednak tym razem zakończonej happy endem). Owe cytaty ze wspomnianych dramatów, którymi bohaterowie sobie tak rzucają na prawo i lewo są absolutnie cudnym dodatkiem – w niektórych scenach ekspresja ma wręcz teatralne wymiary ^^ Jeśli chodzi o same postacie, to Zetsuen prezentuje dość ciekawy balans między gnanym emocjami Mahiro oraz chłodnym logikiem Yoshino. Oboje są do tego bardzo inteligentni, co zresztą pokażą nie jeden raz, gdyż psychologiczne gierki oraz “wojny” na słowa i myśli są tutaj na porządku dziennym. Ta walka nie tyle na karabiny, miecze, czy nawet magię, a na zdolność rozumowania jest czymś, co wyróżnia ZnT z tłumu – jednak taką konwencję albo pokochasz, albo znienawidzisz (tym samym klasyfikując anime w kategoriach nudnego i przegadanego). Głosy świetnie pasują do postaci (wielki plus dla Toshiyukiego Toyonagi za rolę Mahiro!), grafika jest prześliczna (sporo podrasowali kreskę z mangi), a animacje emocjonujące i dynamiczne. Zaś OP “Spirit Inspiration” [Nothing's Carved in Stone] na długo pozostanie na liście moich ulubionych openingów. Nie zabraknie wątków miłosnych, zwrotów akcji, cliff-hangerów oraz wielu tajemnic, które na szczęście znajdą swe roztrzygnięcie. Zakończenie jest bardzo satysfakcjonujące, a całościowo Zetsuen no Tempest to jak dla mnie jedna z lepszych serii ostatnich lat :)
Ocena po PW: 9
Ocena końcowa: 9
Tytuł: Hakkenden: Touhou Hakken Ibun
Ilość odcinków: 13
Opis: Pięć lat temu praktycznie wszyscy mieszkańcy wioski Ootsuka zginęli w skutek wielkiej plagi. Zadziwiająco przy życiu pozostały trzy osoby: ze zgliszczy wyszła dziewczynka i dwójka chłopców. Teraz trójka ta mieszka w odosobnieniu w kościele – z dala od tych, którzy pragną ich odnaleźć. Shino, jeden z ocalałych, posiada władzę nad Murasame, ostrzem życia. Jednak kiedy imperialny kościół pragnie zagarnąć Murasame dla siebie, dotychczasowy spokój trojga przyjaciół odchodzi w zapomnienie…
Opinia: Ta seria to taka trochę pułapka gatunkowa. Choć przez sceny akcji, czy zagadki fabularne można pomyśleć, że to shounen – emocjonalny i ze sporą ilością dialogów, ale jednak shounen – tak okazuje się, że mamy przed sobą shoujo. Wtedy rozmowy o uczuciach oraz sceny walki, które raczej służą za element popychający wątki do przodu, niż ucztę dla spragnionych krwi i flaków oczy, nie wydają się już takie nie na miejscu. Pozostaje też kwestia “to jest shounen-ai, czy nie?”. Prawdę mówiąc ciężko stwierdzić ^^” Osobiście za BL nie przepadam (choć jestem w stanie przeżyć np. w wydaniu CLAMPic), a yaoi omijam szerokim łukiem, ale tutaj… po prostu nie jestem w stanie na to patrzyć jako na prawdziwe BL. Wyglądającego na mniej-więcej 13-latka Shino trudno brać na poważnie, kiedy przytuli się do kogoś z płaczem w oczach, albo zaśnie z głową na czyichś kolanach. Oczywiście Ci co chcą się doszukać, to się [nawet łatwo] doszukają, ale też Ci co nie chcą, raczej nie powinni [no chyba, że są już bardzo uczuleni] narzekać (jak najbardziej znajdzie się ship BxG ^^) – to zaś co jest nam rzucone prosto w twarz, służy celom czysto komediowym. A jak już jesteśmy przy humorze, to trzeba zaznaczyć, że jest on w dużej mierze sprawcą mojej oceny :) Random niektórych scen był tak ogromny, że dosłownie spada się z krzesła ze śmiechu :D Jednak czego by tu nie mówić, największym plusem Hakkendena jest grafika. Tak ślicznego rysowania ze święcą szukać! Te tła, design postaci – no i te oczy! Absolutnie przepiękne :) Niestety seria ta jest tylko wstępem do historii – jak widać na powyższym screenie, na lato zapowiedziano drugi sezon, który może wreszcie coś wyjaśni, bo ostatni odcinek dostarczył więcej pytań niż odpowiedzi. Oglądać będę na pewno – choćby dla watahy znanych seiyuu (Tetsuya Kakihara, Nobuhiko Okamoto, Hiroshi Kamiya, Daisuke Namikawa and more ;D), efektów wizualnych i śmiesznych postaci ^^
Ocena po PW: 7+
Ocena końcowa: -8
Tytuł: Psycho-Pass
Ilość odcinków: 22
Opis: Seria ta ma miejsce w niedalekiej przyszłości, kiedy to staje się możliwe by natychmiastowo zmierzyć i oszacować możliwości ludzkiego umysłu oraz osobowość danego człowieka. Informacja ta zostaje zarejestrowana i przetworzona, zaś określenie “Psycho-Pass” odnosi się do normy, wedle której ocenia się poszczególne ludzkie jednostki. Historia obraca się wokół “oficera wykonawczego” Shinyi Kougamiego, który walczy z przestępczością w tym zwariowanym świecie.
Opinia: Psycho-Pass to kolejne dziecko Gena Urobuchiego. Samo to powinno dość jasno określić czego można się spodziewać i w jakich klimatach będzie utrzymana cała seria ;) Dorzućmy jeszcze, że projekt postaci powierzono Akirze Amano – autorce mangi Katekyo Hitman Reborn! (co zresztą widać po jednym rzucie oka na plakaty promocyjne). Pomysł na fabułę to takie s-f w klimatach książek Philipa K. Dicka, zresztą razem z kilkoma innymi znanymi pisarzami (choćby Josephem Conradem – o ile twórców s-f nie każdy musi znać, tak jego już wszyscy powinni kojarzyć po “Jądrze Ciemności” będącym w końcu szkolną lekturą), czy filozofami (Jean-Jacques Rousseau prześladował mnie na filozofii i polityce, a teraz dostałam go w anime ^^”) był on cytowany nie raz i nie dwa razy w ciągu całej serii, zaś nawiązania do np. “Łowcy Androidów” (film nakręcono na podstawie wspomnianego opowiadania “Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”) to istna wisienka na torcie. Tym są one lepsze, że dobrze oddają nastrój i wydźwięk Psycho-Passa – tytułu o społeczeństwie przyszłości, które z czasem uzależniło całe swoje życie od monitorującego ich systemu SIBYL, praktycznie odbierającego mu wolną wolę. Społeczeństwie, które wręcz wyzbyło się emocji, pozbyło empatii, dla którego przemoc jest pojęciem z przeszłości i zaczyna się rozsypywać, kiedy ta uderza go ze zdwojoną siłą. W centrum tego chaosu ląduje Akane Tsunemori – tuż po studiach, dziewczyna zostaje przydzielona do specjalnej jednostki walczącej z przestępczością, a jej idealizm i piękne idee zostaną poddane wielu próbom, gdy zobaczy śmierć i zniszczenie na własne oczy. Oczywiście pomogą [lub "pomogą"] jej w tym koledzy z pracy, a nieuchwytny mastermind stojący za większością spraw zasieje w widzu ziarenko wątpliwości a propos tego, kto tak naprawdę ma rację w tym konflikcie. Brutalny, ale i niezwykle wciągający tytuł z fajnym rozwojem postaci i przyjemną grafiką (ujęcia nocnej panoramy miasta były cudne!). Mój jedyny problem to zakończenie – liczyłam na coś lepszego, bardziej konkretnego/zamykającego, ale jak widać nie można mieć wszystkiego.
Ocena po PW: [brak]
Ocena końcowa: 9
Tytuł: Magi: The Labyrinth of Magic
Ilość odcinków: 25
Opis: Historia ta opowiada o przeznaczeniu i walce, by utrzymać świat na właściwej ścieżce. Aladyn to chłopiec, który więziony przez większość życia w małym pokoju, postanawia wyruszyć w podróż i zwiedzić to, o czym do tej pory mógł tylko marzyć. Jego najlepszym przyjacielem jest flet, z rezydującym w nim dżinem Ugo. Szybko okazuje się, że Aladyn to Magi, magik posiadający prawo wyznaczania królów. To właśnie po to się narodził, by wybrać kolejnego następcę tronu, który podejmie prawe decyzje w walce z osobami sprzeciwiającymi się przeznaczeniu. Śledź jego przygody, podczas których spotka inne postacie z Baśni z Tysiąca i Jednej Nocy, takie jak Ali-Baba, czy Sindbad i razem z nimi spróbuje utrzymać równowagę świata!
Opinia: Przyjemny shounen jest przyjemny ^^ Co prawda czytacze mangi narzekają, że to jest inaczej, a to jest zmienione, a to jest całkowicie nie tak, ale z perspektywy osoby, która z wersją statyczną nie miała do tej pory nic wspólnego, oglądało się Magi bardzo sympatycznie ^^ Ot, taka opowieść o przyjaźni i odpowiedzialności, zapakowana w arabskie klimaty i pokropiona magią. Musze też przyznać, że rolą Alibaby Yuki Kaji choć trochę odkupił się w moich oczach – do tej pory ciągle grał tępe, życiowe sieroty, a tu wyszedł całkiem miło. Jak już jesteśmy przy dźwiękowej stronie produkcji – o ile openingi okazały się niezłe, a seiyuu dobrze dobrani, tak totalnie nie rozumiem tak po macoszemu potraktowanego OSTa. To jest w sumie mój największy zarzut do Magi – coś tam niby przygrywa w tle, ale nie wiadomo w większości co, bo leci cichuteńko i wypada bardzo blado w porównaniu do innych battle-shounenów. Wystarczy spojrzeć na soundtracki do Fairy Tail od Takanashiego Yasuharu – ta muzyka aż kipi dynamiką i emocjami, a tutaj? Ot, coś tam brzdęka, ale jest nieistotne i niezauważalne, kiedy właśnie chciałoby się usłyszeć coś dobrego do tych fajnych animacji. No tak się Panowie nie robi! Ścieżka dźwiękowa to coś, co wręcz kształtuje odbiór danej sceny – zignorowanie jej to chyba największa zbrodnia jaką można zrobić :( Na szczęście grafika potrafi wiele nadrobić, a w tym przypadku jest ona jednym z ciekawszych elementów anime. Tak specyficznej kreski – głównie chodzi mi tu o sposób rysowania twarzy – dawno nie widziałam. Niespodziewanie przyjemne odejście od utartych schematów. Postacie również powalają słodkością i kjutnością, bardzo łatwo ich polubić (kochany Aladyn~~). Wielki plus dla Morgiany – za silną i ogarniętą główną bohaterkę mają ode mnie duże TAK :D W dwóch słowach – fajne i przyjemne. Dla fanów serii akcji pozycja obowiązkowa, no i na pewno obejrzę drugi sezon, który na szczęście już zapowiedziano – może wreszcie się dowiem o co chodzi z tą tajemniczą organizacją polującą na Alibabę i milionem wątków pozostawionym na razie bez rozwinięcia :) Dobra fabuła jest dobra ;P
Ocena po PW: [brak]
Ocena końcowa: 7+
Cheers! :*
Filed under: Anime, Kalejdoskop, Recenzje Tagged: 2012, Amnesia, Anime, Hakkenden: Touhou Hakken Ibun, Magi: The Labyrinth of Magic, Mondaiji-tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo?, opis, Psycho-Pass, recenzja, Zetsuen no Tempest
