Sezon jesienny uważam za otwarty ^^
Czas od zapowiedzi przeleciał niesamowicie szybko! Ani się obejrzeliśmy, a tu już październik. Z jednej strony można świętować, z drugiej studenci są w żałobie, bo musieliśmy się wreszcie pożegnać z wakacjami :( Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – pokończyłam ostatnio większość zaległych anime, więc pora pozapychać moją listę nowymi pozycjami ^^
Co jednak znajdzie się w gronie tytułów co tydzień wyczekiwanych, a co odejdzie w wieczne zapomnienie? Wyzwanie tym razem podjęło Shin Sekai Yori oraz Tonari no Kaibutsu-kun. Planowo chciałam poczekać jeszcze na kilka innych serii i dopiero wtedy opublikować notkę, ale skoro w sumie nie wiadomo kiedy można spodziewać się napisów, rozpocznijmy powolutku od dwóch nowości ^^
Shin Sekai Yori – Odcinek 01
Opis: Przenieśmy się około tysiąc lat w przyszłość – poziom cywilizacyjny na Ziemi cofnął się w rozwoju, ludzie zaś żyją rozproszeni po świecie w małych społecznościach. Mieszkańcy tej ery posiadają moce psychiczne zwane “Juryoku” (jap. magiczna siła), które pozwalają im zmaterializować co tylko sobie wyobrażą. Pod nieobecność zaawansowanych naukowo technologii, to właśnie na tej umiejętności polegają najbardziej.
Pewnego dnia dziewczyna o imieniu Saki, razem z przyjaciółmi znajduje poza miasteczkiem małego robota-archiwum, zawierającego zapiski dotyczące dawnej cywilizacji oraz historii ludzkości. Dzięki niemu nastolatki dowiadują się, że Juryoku została odkryta w 21 wieku, powodując wybuch wojny światowej pomiędzy osobami, które mogły z niej korzystać i tymi, którzy tej umiejętności nie posiadali. Użytkownicy mocy psychicznych zwyciężyli, co dało początek rządom pełnym uciśnień i terroru.
Kiedy dorośli dowiadują się, iż ich dzieci zdobyły tą zakazaną wiedzę, podejmują decyzję o zapieczętowaniu ich Juryoku oraz wygnaniu całej grupy ze społeczeństwa. Saki i reszta dzieciaków muszą zamieszkać w lesie, gdzie spotykają ogromną, chodzącą na dwóch nogach mysz znaną jako “Bakenezumi”. Tak zostają zamieszani w brutalną wojnę, w której biorą udział rezydujące tam stworzenia.
Opinia: Jak na pierwsze anime z jesieni, wybrałam sobie prawdziwego dreszczowca ;) Po obrazkach tego nie widać, ale klimat Shin Sekai Yori jest niesamowity – mimo że oglądałam go w środku dnia, w kilku miejscach aż ciarki mnie przeszły! Potrafi odpowiednio działać na podświadomość ujęciami kamer, chórową muzyką, czy też bardzo oszczędnym i delikatnym sposobem rysowania (nie zrozumcie mnie jednak źle – animacja jest bardzo ładna), wywołując w widzu swego rodzaju niepokój. Nie czujemy strachu – bardziej jest to coś na kształt niepewności, która z jednej strony nie daje nam się uspokoić, ale z drugiej pobudza ekscytację i wciąga mocniej w historię :) Są też fragmenty, gdzie styl graficzny ulega całkowitej zmianie, przeobrażając się w prawdziwą abstrakcję, jeszcze mocniej działającą na wyobraźnię. Pierwszy odcinek póki co pokrył tylko maleńką część opisu – poznajemy Saki, dziewczynę, która najpóźniej ze wszystkich swoich znajomych dołącza do Akademii w wiosce, co z jakiegoś powodu niesamowicie stresuje jej rodziców. Szkoła ta zajmuje się rozwijaniem mocy psychicznych posiadanych przez ludzi w tych czasach, jednak mimo ich niesamowitej przydatności są one określane mianem “klątwy”, która nie powinna być czymś wzbudzającym radość, czy pożądanie. Małe strzępki informacji dostarczone nam w trakcie tych 25 minut wydają się być wstępem do dużo większej intrygi dotyczącej przedstawionej społeczności dystopicznych czasów, na czele z, będącymi tematem tabu, znikającymi dziećmi. O postaciach – grupka przyjaciół jaką mamy okazję oglądać jest spora – ciężko powiedzieć coś ponad pierwsze wrażenie à la “żartowniś”, “przyjacielska”, “cicha”, “inteligentny” itd. Całość oparta jest na novelce o tym samym tytule, jednak nie udało mi się nigdzie znaleźć wersji przetłumaczonej na bardziej zrozumiały język. Jak widać będziemy musieli poczekać do następnego odcinka, żeby zobaczyć jak rozwinie się fabuła ;) Choć nie miałam tego w planach, Shin Sekai Yori naprawdę mnie zainteresowało i z chęcią dowiem się co będzie dalej, nie wiem jednak czy nie lepiej będzie poczekać na większą ilość epizodów – wtedy efekt powinien być jeszcze lepszy ^^
Wstępna ocena: 8
Tonari no Kaibutsu-kun – Odcinek 01
Opis: Shizuku Mizutani, to taki typ osoby, który dba tylko i wyłączenie o swoje oceny i nic poza tym. Jednak pewnego dnia zostaje wyznaczona do dostarczenia Haru Yoshidzie, który od czasu bójki w pierwszy dzień roku szkolnego nie pojawił się na lekcjach, zaległych notatek z zajęć. Po tym miłym w oczach chłopaka geście, staje się on przekonany, że są oni przyjaciółmi – bo w końcu przyjaciele tak robią prawda? Pożyczają sobie zeszyty w razie choroby i inne takie.
Haru, mimo złej reputacji w szkole, okazuje się mieć bardzo naiwną i niewinną osobowość, któż więc mógłby przypuszczać, że wyzna Shizuku miłość?
Romans pomiędzy wielkim rozrabiaką i nieczułą dziewczyną pokazany z zupełnie nowej perspektywy.
Opinia: Mało dziewczyn oprze się fajnym romansom, a co jak co, manga Tonari no Kaibutsu-kun, to jedno z lepszych shoujo, jakie w ostatnim czasie czytałam ^^ Jak jednak sprawa wygląda z anime? Jest dobrze ^^ To wciąż tylko pierwszy odcinek, ale wygląda póki co naprawdę sympatycznie. Podoba mi się dość specyficzna, bardzo soczysta kolorystyka. Na muzykę, przyznam się, nie zwróciłam większej uwagi, za to zainteresowałam się dwójką głównych seiyuu. Głos Shizuku – Haruka Tomatsu – pasuje idealnie do nerdowej bohaterki, natomiast Tatsuhisa Suzuki, choć brzmi zupełnie inaczej niż sobie wyobrażałam voice actora Haru, dość szybko mnie do siebie przyzwyczaił :) Co się tyczy samych postaci: mamy tu klasyczny przykład zamiany ról. To nie dziewczyna jest tą cichą i nieśmiałą osóbką – tym razem cechy te przypadły Yoshidzie. Nie odbiera mu to bynajmniej męskości – to wciąż normalny i trochę zbyt narwany licealista, który [zbyt często] maskuje swoje zażenowanie przemocą. Mizutani stworzono jako osobę zdecydowaną i twardo stąpającą po ziemi – ma swoje cele i systematycznie je realizuje. Nie rozkleja się bez powodu, ale zbytnie spoufalanie wywołuje u niej zakłopotanie jak u każdej innej dziewczyny ;) TnK-k łamie też inne konwencje shoujo – to co tutaj wydarzyło się w jednym odcinku, to czasami fabuła całego anime o podobnej tematyce ;P Uczucia są potraktowane dość otwarcie i nie ma krycia się po kątach z tym co myślą bohaterowie. Głównym celem widzów nie jest oczekiwanie aż wreszcie nasza dwójka się zejdzie, a raczej podglądanie jak ich związek się rozwinie ^^ Ewentualny zarzut jaki można mieć, to dość szybkie tempo. Po scenie ze screeena tytułowego całej notki byłam szczerze zdziwiona, że nie widzę endingu, ba! Tu jeszcze z połowa odcinka została O___o Mam nadzieję, że z tym nie przesadzą. Biorąc pod uwagę ile postaci jeszcze trzeba przedstawić (Yamaken [ten blondyn] *_____* Absolutnie uwielbiam go w mandze :D) i opowiedzieć ich historię, 25 epizodowa seria to najrozsądniejszy strzał ^^ (bo 13-nastka to będzie samobójstwo) Z niecierpliwością czekam na więcej – jak na razie dobrze spełniono moje oczekiwania :)
Wstępna ocena: 8
Cheers! *
Filed under: Anime, Pierwsze Wrażenie Tagged: 2012, Anime, Jesień, odcinek, opis, Pierwsze Wrażenie, Shin Sekai yori, Tonari no Kaibutsu-kun
