Ilość odcinków: 12
Data premiery: 4 października 2012
Kategoria: Akcja, Sci-Fi, Psychologiczne, Seinen
Tyle czasu minęło od ostatniej notki… aż wstyd! Ale co poradzić, skoro zaatakowało mnie zakazane-słowo-na-L (dla niewtajemniczonych: licencjat)? 3 rok to jednak nie jest taki spacerek jak mi się wydawało (pomijam już fakt braku wolnych piątków, jak to miało miejsce w poprzednie 4 semestry), ale na szczęście moja praca w końcu zaczyna nabierać kształtów i zmierzać w dobrym kierunku, więc mogę wrócić do pisania DU! Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować wam za cierpliwość do mnie ^^”
Z ogólnych wiadomości – sporo osób pyta w komentarzach kiedy będą zimowe zapowiedzi. Postaram się z tym uporać do końca roku (koniec świata przełożony na 2036, to sobie spokojnie mogę tak pisać ;P), dokładnej daty nie podam, ale stawiałabym na koniec przyszłego tygodnia. W międzyczasie ogarnę odpowiedzi na komentarze oraz pomyślę nad jakimś podsumowaniem roku – święta w końcu są po to, żeby się zrelaksować :D [mam wrażenie, że moje rozumienie słowa "relaks" jest dość masochistyczne xD]
Kończąc jednak off-topic – jesienne tytuły od tego tygodnia powoli zaczęły się żegnać ze swoimi fanami – to samo tyczy się zakończonego 2 dni temu Btooom!. Zakończonego w sposób, który wręcz krzyczy “dajcie nam drugi sezon~!!!”, ale o tym poniżej.
OPIS: Historia obraca się wokół Ryouty Sakamoto, niezatrudnionego, młodego mężczyzny, będącego jednym z najlepszych graczy w Btoom! – specyficznej onlineówce. Pewnego dnia chłopak budzi się na tropikalnej wyspie, nie mając pojęcia skąd się tam wziął! W oddali dostrzega sylwetkę człowieka, więc z nadzieją postanawia go zawołać i poprosić o pomoc. Ratunek jednak nie nadchodzi. Zamiast tego nieznajomy rzuca w Ryoutę przedmiotem, który szybko okazuję się być czymś bardzo dla bruneta znajomym – bombą “BIM”! W tym momencie nasz bohater uświadamia sobie dwie rzeczy: po pierwsze – jego życie jest w niebezpieczeństwie; po drugie – właśnie znajduje się w realnej wersji Btoom!
FABUŁA: Trzeba przyznać, że zbieżność czasowa premiery Btooom! oraz lecącego już od pewnego czasu SAO o podobnej tematyce, była swego rodzaju ryzykiem jakie podjęło studio. Bo czy dużo mniej znany seinen wygra z burzą wywołaną przez ekranizację ultra-popularnych light novelek? Okazało się jednak, że serie zamiast ze sobą rywalizować, dopełniły się nawzajem. Ci, którzy poszukiwali czegoś lżejszego w odbiorze, z heroizmem w tle oraz klimatem fantasy na czele mogli sięgnąć po Sword Art Online, natomiast część widowni oczekująca krwi, brutalności i wszelakich innych przejawów okrutności świata zwróciła się do Btooom!. Oczywiście pewnie znalazło się spore grono osób, które, tak jak ja, dobrze bawiło się przy obu tytułach, jednak ich totalnego kontrastu nie należy pominąć. Motyw przeniesienia do świata gry komputerowej jest przetwarzany już od lat (Tron, anyone?), co więc są w stanie zaoferować nam przygody Ryouty? Zdecydowanie sporą dawkę emocji! :) Poczynając od wstrzymywania oddechu ze strachu i napięcia, po prawdziwą radochę z gierek psychologicznych oraz, jeśli posiadamy shiperskie serce, wzdychania na wątku miłosnym ^__^ Sam Btoom jest nieźle przemyślany – bohaterowie (w celu mordowania się nawzajem) mają do dyspozycji różne rodzaje bomb, od czasowych, przez samonaprowadzające, na wybuchających po kontakcie z inną powierzchnią kończąc. Tym sposobem wykończenie przeciwnika staje się sporo trudniejsze i wymagające lepszego myślenia strategicznego niż w przypadku np. gier, gdzie mamy do dyspozycji zwykłą broń palną. Pytanie jednak brzmi – kto tak naprawdę chce się w to bawić? Czy tak łatwo porzucić swoje ludzkie ideały zabijając z zimną krwią byle tylko być tym jedynym, który wyrwie się z piekielnej wyspy? Zmagania z tą, czy innymi kwestiami obserwujemy przez kolejne odcinki patrząc na sojusze kończące się zdradami, niedoszłe gwałty, czy załamania psychiczne – tym większe, kiedy w końcu dowiadujemy się dlaczego nasi bohaterowie wylądowali w tej chorej sytuacji.
POSTACIE: Użyto tu bardzo ciekawego zabiegu, otóż na samym początku tak naprawdę wcale nie lubimy głównego bohatera (kto polubiłby takiego nadętego no-life’a?) , a każdy kolejny, który się pojawia jest jeszcze gorszy ;P Bynajmniej nie mamy tu jednak do czynienia z antybohaterem – Ryouta na szczęście dostaje na wyspie odpowiednią szkołę życia i dość szybko zaczyna się mu kibicować. Ważnym faktorem zapewne jest tu jego inteligencja – choć jest dupkiem, to jest dupkiem zdrowo myślącym :) To samo można powiedzieć o Himiko – na pierwszy rzut oka zwariowana dziewczyna lecz kto zachowywałby się inaczej po tym przez co przeszła? Obsada następnie powiększa się o sprytnego agenta nieruchomości w średnim wieku, morderczego dzieciaka, który ma naprawdę nierówno pod sufitem, byłego żołnierza, podejrzanego lekarza, czy też tajemniczego gościa w okularach przeciwsłonecznych, który wydaje się najniebezpieczniejszy z nich wszystkich. Psychologiczne napięcie przedstawiono na tyle dobrze, że dość łatwo wejść w skórę postaci postawionych w tak abstrakcyjnej sytuacji i razem z nimi rozmyślać komu z nich tak naprawdę można zaufać – kto jest przyjacielem, a kto wrogiem?
GRAFIKA: Od samego początku kreska Btooom! naprawdę mi się podobała. Kolory są jakby odrobinkę przygaszone, a graficznie całość sprawia jakby takie “szorstkie” wrażenie. Brak tu typowo shounenowej dawki beztroskiej przygody, która zazwyczaj aż bije z wykonania takiego tytułu. Tym razem mamy “poważny” seinen. Dżungla to zarośnięta roślinnością przestrzeń pełna wszelakich insektów, bohaterami w większości są osoby dorosłe, a krew i inne obrzydlistwa mamy na porządku dziennym. Madhoude jednak na szczęście przytemperował trochę mangę w swojej ekranizacji – wierzcie mi, jeśli wydaje wam się, że to co tu widzieliście było niesmaczne, do wersji czarno-białej nawet nie podchodźcie, bo jest sto razy bardziej dobitna i eksplicytna. Cenzura jaką tu użyto zdecydowanie wyszła serii na plus – nie wiem, w którym time-slocie leciał Btooom!, ale scena [nieudanego] gwałtu, nie jest czymś, co przesadnie chciałabym oglądać, dlatego odpowiednie stonowanie tego typu rzeczy było moim zdaniem dobrym posunięciem. Z innej beczki – jeśli mogłabym tutaj do czegokolwiek przyrównać tą grafikę, to będzie to Death Note. Ryouta nawet dość porządnie przypomina Lighta ;)
MUZYKA/GŁOSY: Genialny op to pierwsze co należy pochwalić. “No pain, no game” śpiewany przez dwujęzyczną Nano jest odpowiednio mocny i daje dobrego kopa, a co najważniejsze, bardzo dobrze pasuje do serii (w całości [muzyka+animacja], jest on moim zdaniem jednym z najlepszych openingów tego roku!). O ścieżce dźwiękowej ciężko mi się rozpisać – w niektórych momentach zwracałam na nią uwagę, ale w większości służyła raczej za dobrego “budowniczego nastroju”, zaś sama w sobie jakoś szczególnie się nie wyróżniała. Za to dźwięki to już inna bajka – bardzo klimatyczne i w większości to właśnie ich zasługą jest tak dobre oddanie poczucia zagrożenia, jakie wzbudza np. las tropikalny pokazany z całą swoją florą i fauną. Z popularnych/lubianych głosów możemy w Btooom! posłuchać Yuuichiego Nakamure, Miyuki Sawashiro oraz Youko Hikase. Co jest dość ciekawe, główna para bohaterów to dwa mniej znane nazwiska ze szczególnym wyróżnieniem Kanaty Hongo – Sakamoto był jego debiutem jako seiyuu (wcześniej był aktorem) i muszę przyznać, że naprawdę mu wyszedł ^^
PODSUMOWANIE: Powtarzałam to w zapowiedziach, powtarzałam w Pierwszym Wrażeniu i powtórzę jeszcze raz. Mamy przed sobą survivalową serię będącą połączeniem LOST, Eden to Ori oraz Igrzysk Śmierci/Battle Royale – zaczerpnięte z każdej serii elementy tworzą całkiem spójną całość, którą naprawdę dobrze się ogląda, jeśli lubimy takie klimaty (nie muszę tu kolejny raz zaznaczać, że jest to idealnie moje cup of tea, prawda? :D) Oczywiście nie sposób nie wytknąć nieścisłości takich jak bomby wybuchające pod stopami bohaterów, nie robiące im tak naprawdę za wiele krzywdy, czy też Ryouta, który jak na człowieka spędzającego całe swoje życie przed kompem jest wprost niesamowicie wysportowany ;P Jak się jednak jest w stanie przymknąć na to oko, można się bardzo przyjemnie bawić – pomimo tego, że krzywiłam się na niejednej scenie, fabuła wciąga, wywołuje niepokój, ale i niesamowitą ochotę, żeby oglądać kolejne odcinki i zobaczyć co się będzie dalej działo. Anime to pokryło 50 rozdziałów mangi w sposób naprawdę porządny. Wycięto dosłownie troszeczkę, a to co zostało jest praktycznie 100% ekranizacją. Warto dodać, że nie silono się tu na oryginalne zakończenie. Fabuła kończy się razem z zakończeniem konkretniej arc, a sceny pokazane w takcie endingu można uznać za zapowiedź drugiego sezonu ^^ Teraz tylko pozostaje wznosić modły, żebyśmy się go kiedyś doczekali! :)
OCENA PO PIERWSZYM WRAŻENIU: -9
OCENA KOŃCOWA: 8
Filed under: Anime, Posłowie, Recenzje Tagged: 2012, Anime, Btooom!, informacje, obrazki, opis, recenzja
